Polana

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Polana

Pisanie by Admin on Pią Wrz 22, 2017 12:29 pm

Ogromny teren, który pokryty jest zieloną trawą. Nie ma tutaj nic, poza pojedynczymi drzewami to tu, to tam. Gdzieniegdzie znajdują się także pola uprawne, które nie są eksploatowane odkąd organizowane na wyspie są Turnieje o Najlepszego Pod Słońcem. Przez teren płynie rzeka, dodając od siebie szum swoich fal, które są wręcz kojące dla ucha. W połączeniu z symfonią graną przez koniki polne i przez wokal latających ptaków, można się tu odprężyć jak nigdzie indziej. Idealne miejsce na odpoczynek po długim, ciężkim dniu pracy.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 306

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Admin on Pią Wrz 22, 2017 1:12 pm

MG

Niebo przyciemniało, jakby zbierało się na burzę. Po chwili uderzył piorun, któremu towarzyszył kilka sekund wcześniej potężny grzmot, wprawiający wszystko w ruch. Ludzie, jeśli ktokolwiek tutaj był, rozpoczęli ucieczkę, żeby nie zostać przemoczeni. Okolica wydawała się pusta. Wiatr zwiększył swoją aktywność, mocno wyginając pojedyncze drzewa znajdujące się na polanie. Trawa szalała, przypominając wzburzone morze.
I nagle niebo rozjaśniło się, jakby wszystko to, co przed chwilą miało tu miejsce, nigdy się nie wydarzyło. W chmurach pojawił się dziwny obiekt, który powoli opadał na dół. Wyglądem przypominał płaszczkę. W miejscu gdzie miała swój otwór gębowy, znajdowała się brama, przez którą wchodziło się i wychodziło ze statku. W miejscu jej oczu znajdowały się dwa okna, przez które załoga widziała, w którą stronę się kierują. Jej ogonek był dość elastyczny, jednakże posiadał specjalne wyżłobienia, sugerując, że coś może stamtąd się wyłonić.
Statek był cały czarny, a kiedy znalazł się tuż nad ziemią, z jego dołu wysunęły się cztery stojaki, które wbiły się w glebę, zapewniając stabilność pojazdu kosmicznego. Brama otworzyła się, a po schodach, które powstały, wybiegła załoga. Było ich piętnastu, wszyscy odziani w podobne do siebie ubrania. Luźne spodnie, przepasane długimi harfami, kamizelki i prowizoryczne nakrycia głowy. Wyglądali jak ludzie, ale ich uszy przypominały rybie płetwy. Dodatkowo ich karnacja była niebieska, różniąc się jedynie odcieniami. Na ich czele stał on:
Spoiler:

Gdy ich stopy w końcu znalazły się na gęstej trawie, zaciągnęli się mocno tutejszym powietrzem, uśmiechając się szeroko jeden do drugiego.
- Przybyliśmy! Nasz Pan będzie zadowolony. Musimy znaleźć mieszkańców tej planety i poprosić ich o pomoc. I to czym prędzej... - powiedział ten, który stał najbardziej z przodu. Spojrzał gdzieś w dal, przed siebie. Po chwili dostrzegł wystającą na horyzoncie miejską dżunglę...
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 306

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Fabu on Pon Wrz 25, 2017 10:57 pm

Bio-Android wraz z Indianem wyruszyli w podróż, by sprawdzić dziwne zjawisko które im opisało dziecko w wiosce. A co to było? Oczywiście kosmici! Którzy byli ryboludzmi i była z nimi jakaś płaszczka. Nadal go to ciekawiło. Czym to wszystko może być. Nasz Bohater wie, że płaszczki żyją w wodzie, więc po co o niej mówił chłopak? Czyżby widził jakąś wielką? Taką przeogromną? Kto wie. A co do ryboludzi, to z nic nie może załapać co to może być. Dlatego teraz prowadzi go ciekawość, a nie chęć uratowania planety przed najeźdźcami. No ale jeżeli będą wyglądać niebezpiecznie oraz zagrażać tej planecie to zainteresowanie szybko się zmieni na chęć walki o wszystkie istoty na ziemi.
-Panie Upa. Jak mogą wyglądać ci Ryboludzie? Bo nie wiem, jak to sobie wyobrazić co tamten Chłopczyk nam opowiadał. Do tego ta płaszczka, one żyją w wodzie, czyż nie?- Wyrównał lot z Indianienm i słuchał co on miał mu do powiedzenia w tej sprawie. Do tego szukał wzrokiem dziwnych rzeczy. Jak płaszczki oraz ryboludzi. Jak ich zauważy to da znać swemu towarzyszowi i wraz z nim postanowi jakoś się tam do nich zbliżyć w ukryciu. Chcąc na początek wybadać sytuację.
avatar

Fabu

Liczba postów : 69

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Wto Wrz 26, 2017 10:03 pm

MG

Upa spojrzał na Fabu, a jego pytanie wprawiło go w zakłopotanie. Nie wiedział, jak na nie odpowiedzieć. Zaczął skubać palcami swój podbródek, a kiedy wydumał coś, co według niego było wystarczającą odpowiedzią, bez ogrodek pospieszył z wytłumaczeniem.
- Myślę, że będą oni wyglądać jak my... To znaczy, jak ja, tylko że będą mieli na ciałach coś, co mają ryby. Jakieś łuski, może skrzela, albo nawet mogą to być ryby z ludzkimi kończynami! Nie wiem, musimy to sprawdzić czym prędzej! O, zobacz, już widać Papayę! - krzyknął radośnie. Zaraz po tym obaj zmienili kierunek lotu i niczym wystrzeleni z łuku jak strzały, popruli w dół, lądując za miastem. Wylądowali na polanie, której trawy sięgały w kilku miejscach ich kolan. W oddali widać było statek kosmiczny w postaci płaszczki, stojący w bezruchu. Dookoła niego chadzały postacie, o których wspominał goniec z wioski plemienia Karinga. Upa zerknął na Fabu i pochylił się, na kucaka podchodząc pod powalone drzewo. Schował się za nim i wystawił swoją głowę, by móc obserwować przybyszów z kosmosu. Z tego miejsca doskonale widać było, jak wyglądali kosmici.
- Jakieś pomysły, Fabu? - zapytał Upa, zerkając kątem oka na smoka.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1047

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Fabu on Wto Wrz 26, 2017 11:03 pm

Upa, który najwyraźniej przez dobrą chwilę zastanawiał się nad zadanym pytaniem przez Jaszczura, postanowił wreszcie odpowiedzieć, niecierpliwemu stworzeniu, które patrzyło na niego jak na jakiegoś naukowca, który wszystko wie i nauczy go nowych rzeczy.
Odpowiedź, która została mu podana brzmiała, jak sam człowiek nie wiedział jak można postrzegać te stworzenia o których usłyszeli od dzieciak w wiosce. No ale nic nie szkodzi. Udało mu się naprowadzić swego towarzysza na to jak może sobie wyobrażać tych przybyszów z kosmosu. Bo na początku był skołowany i nie miał żadnego pomysłu, by jakoś ich sobie porządnie wyobrazić. A teraz może sobie wyobrazić człowieka z kończynami ryby, albo z łuskami, albo z oskrzelami, albo tez w najdziwniejszym przypadku rybe z kończynami człowieka. Gdzie to ostatnie wydaje się pewnie dla każdego zabawne, a nawet dla Czerwonego Smoka.
Zmienili kurs w stronę ich celu, czyli wyspy o nazwie "Papayia". Odrazu kiedy ją zobaczył zaczął rozmyślać oco chodzi z tą nazwą i co się na niej odbywa. Moze jak będzie miał chwile czasu i nie zapomni to zapyta.
Wylądowali i w długiej trawie, po czym odrazu zobaczyli duża płaszczkę, która była na ziemi. ~Czyli to jest ta płaszczka? To statek kosmiczny? To żyje? Ciekawe~ Rzucił do siebie w myślach zaintrygowany całym tym pojazdem o postaci płaszczki.
Dopiero po chwili zauważył, że jakieś postacie chadzały przy tej maszynie i o dziwo wyglądali jak mniej więcej ich zobrazował jego towarzysz. Niby ludzie, ale z dodatkiem ryby, ale nie jakimś wielkim.
Ruszył kucakiem do zwalonego drzewa i tam przystanął.
-Hmmm, pomysły Panie Upa?- Wyjrzał za drzewa i zaczął im się chwile przyglądać. Jego pierwsze wrażenie był normalne. Nie wyglądali na złych, a bardzo mu przypominali ludzi, ale nie tych z czerwonej armii, a takich zwykłych.
-Proponuje z nimi porozmawiać, sama obserwacja nic nam nie da, lepiej nawiązać z nimi kontakt, zanim zrobi to czerwona armia. Ja do nich pójdę, a ty Panie Upa możesz zostać w ukryciu i po wybadaniu ich przezemnie oraz wypatrzeniu przez ciebie na ich reakcje, zadecyduje Pan co zrobić dalej. Jeżeli będą przyjaźni to będzie można wyjść i z nimi porozmawiać.- Spróbował się uśmiechnąć, ale wyszło to jak zawsze. Wyglądał jakby ukazywał swe ostre zębiska i jakby miał chrapkę cos schrupać.
-To ja idę. Proszę zostać w ukryciu.- Rzucił do Upy i postanowił  w ukryciu przejść kawałek, by nie wejsć do nich ze strony z której chowa się jego przyjaciel indianin. A kiedy trochę się oddali od kryjówki to prostuje się, jak najlepiej potrafi i idzie spokojnym krokiem w stronę płaszczki, a dokładnie tych ryboludzi.
Kiedy tylko zauważą jego obecność, to zatrzymuje się i wyciąga ręce do przodu. Chcąc tak ukazać, że nie przychodzi w złych zamiarach.
-Witajcie! Rybo-ludzie! Nazywam się FAAAAA-BUUUUU!- Przywitał się, a nawet się ukłonił, tak jak tego kultura wymaga.
-Jesteście kosmitami? Czego szukacie? Macie fajny statek, co to jest? Kim dokładnie jesteście? Przybyliście nas podbić?- I tutaj wyszło to czego najbardziej chciał Fabu. On nie tylko przybył by ochronić planetę ziemia, ale także by dowiedzieć się czegoś nowego, doświadczyć rzeczy których jeszcze nie miał okazję poznać.
No ale głupotą jest wychodzić do nieznanych kosmitów. No wydaje się, że głupotą się tutaj Bio-Android popisał. Ale postanowił zatrzymać się kiedy tylko go zauważą i nie przybliżać się, więc pewnie odległość od nich będzie duża, a jeżeli coś zrobią to będzie miał okazje na zareagować. Ale po ich wyglądzie to nie był pewien czy by chcieli mu zrobić krzywdę.
avatar

Fabu

Liczba postów : 69

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Czw Wrz 28, 2017 12:06 pm

MG

Upa wysłuchał pomysłu Fabu i choć nie był jego zwolennikiem, zgodził się. Poza tym, to nie tak, że miał coś do powiedzenie, ponieważ smok ruszył sam z siebie, zostawiając Indianina w tyle. Upa zdążył jeszcze tylko wyszeptać, na tyle głośno by Fabu go usłyszał, żeby na siebie uważał i że jeśli coś pójdzie nie tak, ma wracać natychmiast i uciec.

Stojący na czele przybyszów z kosmosu, wysoki mężczyzna o długich, fioletowych włosach, które przykryte były czymś na wzór turbanu, trzymał w swojej dłoni owoc. Podziwiał go, a kiedy już miał go ugryźć, usłyszał głos Fabu, który bez pardonu wyszedł im na powitanie. Nagły dźwięk jego przywitania sprawił, że mężczyzna się zląkł i upuścił owoc, który wpadł w jedną, jedyną kałużę, jaka mogła się tutaj znajdować. To dopiero pech! Westchnął cicho i wzruszył ramionami, przenosząc zaraz swoje spojrzenie na nadchodzącego Fabu. Smok jednak zatrzymał się w bezpiecznej odległości. Mężczyzna uśmiechnął się, ruszając w jego stronę z otwartymi rękoma, jakby chciał go wziąć w swe ramiona. Oczywiście, sam się po chwili zatrzymał, by nie spłoszyć Fabu.
- Witaj, FAAAAA-BUUUUU! - odpowiedział przybysz z kosmosu, kłaniając się elegancko i z należytą gracją.
- Przybywamy w pokoju. - powiedział, gdy już się wyprostował. Ręką zrobił ruch po kole, jakby to miało jakie znaczenie w przekonaniu o swoich dobrych zamiarach.
- Jesteśmy rasą Sakana*, często mówią na nas Sakana-jin, a ja jestem Sharke. Ten statek to nasz transport. Jest całkiem cool! - ostatnie słowo powiedział głośniej i gestami swoich rąk zrobił coś, co wyglądało jakby zagrał na niewidzialnej elektrycznej gitarze, a na koniec uniósł rękę ku górze, jak gitarzyści, kiedy kończą solówkę.
- Nie przybyliśmy was podbić. Szukamy pomocy. - spojrzał na Fabu, a jego mina jakby posmutniała. Wciąż się uśmiechał, ponieważ mimo wszystko był rad z pierwszego spotkania.

*Sakana - ryba

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1047

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Fabu on Czw Wrz 28, 2017 1:10 pm

Przed wyruszeniem na przywitanie nieznanych przybyszów z kosmosu, to jego towarzysz powiedział do niego żeby uważał. To było bardzo miłe. Mało kiedy ktos tak życzliwy się o niego martwił. W głębi serca cieszył się, że zamieszkał w tej indiańskiej wiosce. Znalazł rodzinę, która się o niego nawet martwi. Dlatego choćby coś się miało stać będzie starał się obronić planetę oraz ich samych przed zagrożeniem. Nawet jeżeli podczas tej konfrontacji miało pójść coś nie tak, to spróbuje z całych sił uratować każdego.
Pierwsze spotkanie z osobami poza ziemskimi o dziwo było dość przyjaznę. Na początek oczywiście. Długowłosy rybo-ludź, wystraszył się nagłego przywitania Smoka, ale potem przyjacielsko ruszył do niego z otwartymi ramionami. Ten ruch był bardzo przyjacielski, instynkt jaszczura podpowiadał mu, że nie ma się tutaj czego bać. Wyglądali oraz zachowywali się przyjaźnie. Tak sie nie zachowują wrogowie, którzy przybyli tutaj na rzeź, więc był pewien, że nic mu się nie stanie.
Przywitali się z nim, przedstawili oraz odpowiedzieli na wszystkie jego pytania, a nawet pokazali coś nowego. A co to było? Ruch który przedstawiciel rybiej rasy pokazał, kiedy wypowiadał słowa "cool". Potworkowi spodobał oraz zaciekawił ten ruch. Przez co jeszcze bardziej za plusowali w jego oczach.
-Witajcie Sakana-jin w takim razie. Jako chyba pierwszy mam zaszczyt Państwa przywitać na naszej planecie Ziemia.- Znowu się ukłonił. To było poprawne przywitanie, które nikt jeszcze im nie zgotował na tej planecie, więc Fabu poczuł się do tego zobowiązany. Przywitał ich jako pierwszy reprezentant tejże planety.
-Szukacie pomocy?- Zapytał dość zdziwiony tym wszystkim. Ale przy okazji zapytał się ich ruchem ręki czy mógłby podejść. Jeżeli się zgodzą to rusza w ich stronę.
-Czy coś się stało na waszej planecie?- Zapytał przejęty tym wszystkim. Nie wiedząc czemu, ale zaniepokoiło go to, że inna rasa przybyła tutaj szukając pomocy.
-Na tej planecie też jest nieciekawie. Armia Czerwonej Wstęgi panuje próbuje przejąć nad nią kontrolę i robi wiele złych rzeczy niewinnym.- Powiedział smutno na głos, chcąc im pokazać, że tutaj też nie jest za ciekawie.
Przystanął przed Sharkiem i podał mu dłoń.
-Nie znam was, drodzy Sakana. Ale widząc was czuje, że szukacie desperackiej pomocy. Nie mogę tego zignorować, chętnie wam pomogę, tak jak i za pewnie inni prawi wojownicy tejże planety... ale nie wiem jak mam wam pomóc.- No i tutaj wyszło. Odrazu wyleciał z pomocną dłonią, a nawet nie wie w czym pomóc. Jest możliwość, że potrzebują pomocy technologicznej, albo jeszcze innej. To nie musi być coś złego, gdzie cała rasa jej potrzebuje. Zbyt szybko nasz Czerwony smok wyciągnął wnioski i nawet nie myślał o innych możliwościach. Oby się na tym nie przejechał.
-A i Państwo trochę wystraszyło mieszkańców tej planety. Oni nie znają was i się bali, że jesteście źli. Dlatego wysłali nas by to sprawdzić w obawie przed podbiciem "kosmitów"- Zaśmiał się przyjaźnie, a po chwili zrozumiał, że popełnił błąd. Zdradził informację, że jest z nim ktoś jeszcze.
-Ah, przepraszam. Wymsknęło mi się, że jest nas więcej.... w ukryciu jest mój przyjaciel, który obserwuje was czy jesteście przyjaźnie nastawieni. Ale chyba już nie trzeba się ukrywać, bo nie jesteście źli oraz to niegrzeczne, że obserwujemy was z ukrycia.- Spróbował się uśmiechnąć, jak zawsze, ale rezultat taki sam co zwykle.
-Panie Upa! Proszę wyjść! Oni są mili! Chodź przywitać się z nimi!- Wykrzyczał to, by indianin go usłyszał.
avatar

Fabu

Liczba postów : 69

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Sob Wrz 30, 2017 1:40 pm

MG

Upa przyglądał się z ukrycia. Fabu, z tego co było widać, zaczynał się dobrze dogadywać z przybyszami. Sharke spuścił wzork, kiedy usłyszał o problemach Ziemi. Niestety, albo stety, problemem błękitnej planety była jeno okupacja przez siły zbrojne Armii Czerwonej Wstęgi. Problem Sakan był nieco bardziej skomplikowany.
- Rozumiem wasze położenie. U nas jednak jest jeszcze gorzej. Nam nie grozi okupacja, a całkowite wymazanie planety... - tutaj przerwał, uderzając pięścią w otwartą dłoń. Zmarszczył swoje czoło, wyraźnie czując gniew i żal z tego powodu. Spojrzał w ziemię, zaraz kręcąc głową na boki i znów przenosząc swoje oczy na smoka.
- Przylecieliśmy tutaj, ponieważ potrzebujemy energii wojowników, która pomoże wyprzeć nam złą energię naszego przeciwnika. Z każdą minutą, każdą sekundą, kiedy tutaj rozmawiamy, widmo, dosłowne widmo tego diabła, pokrywa naszą planetę. Zamyka ono dostęp światła słonecznego, przez co wszystkie rośliny i zwierzęta, nawet ludzie, którzy mieli niefart znaleźć się tam gdzie nie trzeba... uh... przypłacili to życiem. Nasi badacze wywnioskowali, że potrzebujemy ogromnej ilości energii, która pomoże nam odepchnąć i zniszczyć to widmo. Problem w tym, że... - przerwał, kątem oka zerkając na swoją ekipę, która stała tuż za nim. Wszyscy pogrążeni byli w smutku.
- ... że nasza energia jest zbyt mała. Mało u nas wojowników, więc nawet jeśli ci, którzy nimi są, zebraliby się, nie zdołalibyśmy odeprzeć złego. Dlatego podróżujemy po planetach i szukamy pomoc. W zamian oferujemy pomoc w pozbyciu się waszych własnych problemów, którymi zadaje mi się są żołnierze tej armii, czyż nie? - uśmiechnął się kątem oka, po czym podszedł do Fabu z wyciągniętą ręką. Upa w tej samej chwili wyszedł z ukrycia i dołączył do dwójki, przedstawiając się kulturalnie.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1047

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Fabu on Nie Paź 01, 2017 1:52 pm

Planeta ziemia z perspektywy Bio-Androida na początku wyglądała jakby była w najgorszej sytuacji, gdzie była prawie pod całkowitą okupacją złych ludzi. Ale przed chwilą poznał jeszcze gorszą prawdę. Sytuacją na ziemi jest prawie niczym w porównaniu z tym co się dzieje w kosmosie. Tam ludzie walczą o przetrwanie, byle by móc przeżyć, by ich planeta nadal istniała.
Fabu był bardzo przejęty historią o której usłyszał. Na początku nie mógł uwierzyć, że taki horror rozgrywa się na odległych planetach.
-To jest bardzo smutne, wręcz przerażające.- Rzucił ze smutkiem w głowie. Na początku nie wiedział jak ich pocieszyć. Ale po chwili zrozumiał jedno. Jeżeli chce być wojownikiem sprawiedliwości, by każdy był szczęśliwy na planecie ziemia, to nie może zignorować wołania o pomoc innych ras. Jak kiedyś stwierdził. Każdy zasługuje na życie! KAŻDY! Nawet nie z tej planety.
-Spróbuje dać z siebie wszystko, by uratować waszą planetę oraz was samych. Każdy zasługuje na pokój.- Spróbował się wyprostować, ale przez garb nie dało rady. Uderzył pięścią w swoją pierś i dodał z nadzieją w głosie.
-Niedawno spotkałem dwóch ludzkich wojowników, z jednym spróbowałem się w przyjacielskiej walce. Pokonał mnie w dwie sekundy. Jest bardzo silny i wydaje mi się, że ma wielkie poczucie sprawiedliwości. Warto go oraz jego przyjaciela znaleźć, to będą bardzo silni sojusznicy, którzy pomogą nam was uratować. Wraz z nimi oraz resztą pomożemy wam nawet za cenę naszego życia!- Ostatnie słowa wypowiedział głośno, by reszta załogi Sharke usłyszała, by w ich sercach zrodziła się jeszcze większa nadzieja.
-Panie Upa.- Zwrócił się do Indianina z którym tutaj przyleciał.
-Chce z nimi polecieć i im pomóc, jeżeli chcesz możesz się do nas dołączyć... ale nie wydaje mi się to dobrym pomysłem. Ktoś musi być w wiosce i chronić ja przed czerwoną armią. Wiec jak Pan będzie wracał to proszę ich przeprosić, że nie wróciłem z Panem oraz zapewnić, że za niedługo do was wrócę cały i zdrowy.- Położył na jego ramieniu swą chudą dłoń i znowu spróbował się uśmiechnąć, by wyglądało to jakoś przyjacielsko.
-Panie Sharke. Warto chyba będzie się ukryć. Jeżeli my się o was dowiedzieliśmy to wrogowie tej planety też o was wiedzą. Więc lepiej gdzieś schować ten "cool" statek -Tutaj spróbował powtórzyć gest grania na gitarze, ale wyszło mu to pokracznie.
-A potem spróbować odnaleźć resztę wojowników.-
avatar

Fabu

Liczba postów : 69

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Pon Paź 02, 2017 6:07 pm

MG

Sharke uśmiechnął się półgębkiem słysząc krzepiące słowa Fabu. Spojrzał zaraz gdzieś w bok, jakby zaczynało go gryźć sumienie. Czy go gryzło? Jeśli tak, to w jakiej sprawie? 
Upa spojrzał na Fabu, kładąc dłoń na jego dłoni, którą wcześniej ułożył na ramieniu Indianina. Skinął głową porozumiewawczo.
- Dobrze. Postaram się, ale na razie zostanę z wami. Gdyby coś złego się wydarzyło, to zawsze będziecie mieć dodatkową parę rąk do pomocy. I nóg, jeśli trzeba będzie komuś nakopać! - zaśmiał się, pokazująć zaraz uniesioną do góry "okejkę". Sharke parsknął śmiechem, kiedy ujrzal jak Fabu robi "cool". Faktycznie, było to mało zgrabne i całkiem zabawne. Skinął jednak głową, że dotarło do niego, co powiedział. Podszedł do smoka bliżej, już mniej formalnie.
- Fabu, cieszę się, że chcesz pomóc, ale nie możemy aż tak ryzykować. Po prostu potrzebujemy Twojej energii. Możemy ją pobrać i przechować w specjalnym zbiorniku. Na tym to mniej więcej polega, wiesz? - uśmiechnął się, klepiąc pomocnego stwora po ramieniu.
W oddali słychać było dziwny szum, jakby coś przecinało powietrze...

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1047

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Fabu on Pon Paź 02, 2017 7:26 pm

Reprezentant Sakana-jin o imieni Sharke uśmiechnął się na miłe słowa Smoka. Dzięki temu mógł stwierdzić, że udało mu się wprowadzić w ich sercach nadzieje, teraz tylko mu zostaje im pomóc w tej trudnej sytuacji.
Teraz Indian powiedział co nieco. Widać było, ze to był dobry człeka. Odrazu postanowił wesprzeć Jaszczura w jego sprawie przez pewien moment, jeżeli będą musieli się z kimś zmierzyć. To było bardzo miłe z jego strony.
-Dziękuje Ci Panie Upa. Jesteś wspaniałym przyjacielem, oby nic złego się nie stało.- I poklepał Indianina po ramieniu. Duma go rozpierała z faktu, że mieszka w tej samej wiosce z takimi ludźmi o wielkich sercach. Przez to wszystko już wie, że musi po powrocie skończyć ostatnie zadanie i zostanie oficjalnym członkiem plemienia Karinga.
Następnie Sharke zwrócił się do Bio-Androida i zaczął mu tłumaczyć na czym polega ta "pomoc". Niedorozwój się lekko zdziwił, bo tak nie wyobrażał sobie tej pomocy, myślał, ze ma im pomóc bezpośrednio na planecie, a tutaj to wszystko ukazało się takie proste. Dać troche energii i tylko tyle.
-Oh, tak? No dobrze! To może Pan Upa też da swoją energię? Im więcej tym lepiej, czyż nie?- Zwrócił się do towarzysza rozbwiony, ale po chwili dodał coś co go zastanawiało.
-Ale czy to wystarczy... mógłbym dać więcej energi. Bym dał raz, a potem zregenerował się i od nowa. Tak bym był pewniejszy, że uda mi się wam pomóc.- To były jego czyste przemyślenia powiedziane do samego siebie, bo wpatrywał się w niebo i gładził swój podbródek rozmyślając nad tym.
Tylko jego przemyślenia nie trwały długo, ponieważ coś mu przerwało. Można było usłyszeć jakiś dziwny szum, jakby coś leciało.
Fabu został wyprowadzony ze swojego letargu, spojrzał w tamtą stronę lekko zdezorientowany, ale po chwili zrozumiał co to może być.
-Chyba mamy towarzystwo. Nie wiem kto to może być. Czerwona Armia, inny wróg albo ktoś dobry który chce sprawdzić co sie tutaj stało. Bądźmy w gotowości.- I odrazu przyjął pozycję do walki zwrócony w stronę z której dochodzi ten szum.
avatar

Fabu

Liczba postów : 69

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Laptor on Pon Paź 02, 2017 10:28 pm

MG - SAGA


Na miejsce przyleciał najpierw żółty samolot odrzutowy Armii Czerwonej Wstęgi. Przeciął powietrze kilkaset metrów nad Fabu, Upa, i piętnastoosobowej załogi. Zawrócił jednakże zaraz, ale zanim to nastąpiło...

Na miejscu zjawili się Haricotto, Jirri oraz Aymi. W oddali zauważyli po łuku zawracający samolot Czerwonej Armii. Na ziemi jednak był obiekt dużo ciekawszy, ogromny statek kosmiczny, który przypominał płaszczkę ze kształtu! Przed statkiem znajdowało się piętnastu żołnierzy/załogi, jeden z nich nieco bardziej wysunięty, jakąś odległość od wojownika imieniem Fabu i jego kompana. Rozmawiali, jednakże za chwilę ich oczy skierowane zostały na was. W tym czasie samolot zawrócił i odpalił ze znacznej odległości cztery rakiety, które po chwili rozpadły się na około trzydzieści mniejszych, szybszych.
Niebieski kosmita stojący po stronie reszty swoich ludzi od razu zareagował, jakby spodziewał się takiej kolei rzeczy, zareagował szybciej niż reszta, bo ci byli zajęci ogarnianiem tego co właśnie zobaczyli. Wystrzelił kilkanaście niebieskich pocisków energii, które wybuchając pochłonęły wszystkie rakiety, a jedna kula powędrowała w samolot RR, rozwalając go, lecz nie zabijając pilota, który katapultował się i gdzieś w lesie wylądował.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1184

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Jirri on Wto Paź 03, 2017 2:24 pm

Jirri leciał. Znowu. Tym razem nie był to istny podniebny sprint, jak ostatmim razem. Leciał znacznie wolniej, niż wtedy. Głównie dlatego, że musiał się dostosować do towarzyszy. Nie było to jednak wcale uciążliwe. Wręcz przeciwnie - cieszył się z ich towarzystwa. Co prawda gdyby użyli transformacji, dotarliby na miejsce szybciej, jednakże Haricotto-san wspominał kiedyś, że Supa Saiya-jin wyciąga z użytkownika sporo energii. Mówił jednak również, że nad tym pracuje. Czy to oznacza, że przeskoczył to ograniczenie? Niewykluczone. Zabawna sprawa, dwa razy już widział tę formę, dwa razy tak naprawdę nie doświadczył jej mocy i dwa razy widział tylko końcówkę - Haricotto-san używa Kamehameha. Ciekawy zbieg okoliczności. Co prawda miał jakieś pojęcie o mocy tej formy, bo sprawdził jej poziom scouterem. Niemniej jednak zdecydpwanie wolałby zobaczyć tę moc w akcji, a nie tylko szacować za pomocą numerków. Wreszcie dotarli na miejsce. W oddali leciał sobie jakiś samolot. Niezbyt wyjątkowy. Pewnie ten, który wcześniej leciał nad chatą. W dole było ciekawiej. Stało tam bowiem od groma ryboludzi, a na dokładkę jeden... Jakby smok. Stali przy całkiem porządnym statkiem kosmicznym w kształcie płaszczki. Czy może manty? W pewnym momencie z samolotu wystrzeliło mnóstwo rakiet. Niezbyt niebezpieczne dla kogoś takiego, jak on. Jak widać dla tych kosmitów również, bo jeden z nkch zniszczył je wszystkie i sam samolot bez problemu. Jirri wylądował. 
- Kim jesteście? Czego tu szukacie? 
Złapał przy tym za rękojeść miecza prawą ręką, ale nie wyjął go.
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 352

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Aymi on Sro Paź 04, 2017 11:23 am

Widziała błysk w oczach ojca, gdy zdecydowała się polecieć. Nie wiedziała do końca, jak ma to zinterpretować, jednak było to coś pozytywnego. Uśmiechnęła się delikatnie i skinęła głową na znak, że zrozumiała polecenie. Czy jednak dostosuje się do nakazu, było sprawą drugorzędną, nadal w końcu nie dopuszczała do siebie możliwości ucieczki. Dla niej słowo "uciekaj" wiązało się ze stratą matki i ilekroć znajdowała się w kryzysowych sytuacjach, miała świadomość, że ucieczka może pozbawić ją kolejnych bliskich. Tego nie chciała, a jednak nie umiała nikomu wyjaśnić tego fenomenu.
Nie roztrząsając tematu, cała trójka uniosła się w powietrze i pofrunęła w ślad za odlatującym aeroplanem. Z początku Ay nie mogła nadążyć za ojcem, gdy jednak się skupiła i wokół niej pojawiła się jasna aura, a ona sama przyspieszyła. Podróż nie była aż taka długa, choć przelecieć musieli nad oceanem, wreszcie więc dotarli na jakąś większą wyspę, lądując nieopodal dziwnego spłaszczonego obiektu. Płomiennowłosa do tej pory widziała tylko jeden typ statku kosmicznego i miał on kształt kuli mieszczącej jedną osobę, widok ten zatem mógł ją niepokoić. Tym bardziej, że w pobliżu płaszczko-statku widziała dziwne postaci przypominające pół ryby, pół ludzi, a także jakiegoś gada pokrytego łuskowanym pancerzem.
W powietrzu zawrócił samolot Armii, wystrzeliwując chmurę pocisków, które zostały dosłownie zmiecione z pomocą kilku pocisków energetycznych. Ay odruchowo schowała się za ojcem, obserwując uważnie otoczenie i obcych. Jaszczur był gotowy do walki, ona jednak wolała najpierw sprawdzić zamiary przybyszów. Choć nie pałała do nich zaufaniem, lepiej by było nie wszczynać niepotrzebnych starć.
Rozglądając się tak, zauważyła przy gadzie człowieka z piórem we włosach. Co dziwne, jego ubiór i postura wydały jej się znajome. Zdarzało jej się widzieć podobnych ludzi w okolicy Kociej Wieży, co mogło oznaczać, że ów młody mężczyzna należy do społeczności zamieszkującej tamtejszy las.
- Tamten chłopak mieszka chyba w pobliżu wieży kocurka - rzuciła cicho, pociągając saiyanina za rękaw, by zwrócić jego uwagę. - Pamiętasz? Mówiłam ci o Korinie. To... plemię... to dobrzy ludzie.
Może nigdy nie rozmawiała z żadnym indianinem, ale mimo wszystko słyszała od kociego mistrza, że lud mieszkający u podnóża wieży opiekuje się tą świętą ziemią. Skoro ich przedstawiciel tu był, być może przysłał go właśnie on.
- Przepraszam...
- odważyła się odezwać nieco głośniej, kierując swoje słowa w stronę chłopaka. - Nie znasz przypadkiem Korina? Mieszka na szczycie wieży. To mój przyjaciel.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 238

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Iwaru on Sro Paź 04, 2017 10:21 pm

Iwaru nie miał wyjścia i musiał udać się wraz z Yamchą na jakąś kolejną niezwykle niebezpieczną misję. Czyli wychodziło na to, że będzie współpracował z wrogiem. Oczywiście Yamchy nie można tak do końca tak określić, ale fakt faktem niezbyt za sobą przepadali. No nic. Trzeba było lecieć albo iść albo jechać jakimś pojazdem, bo Złodziej to lubił (w zależności od tego jaką metodę podróżowania wybrał Yamcha, to Iwaru się dostosował). Chłopak więc przemieszczał się ze swoim nielubianym towarzyszem. Ten gość napsuł Iwaru dość dużo krwi, ale to nie było ważne. Faktem jest natomiast to, że to pewnie dzięki Yamchy Iwaru w ogóle mógł przemienić się w dużo bardziej potężny byt - w androida. Chłopak postanowił zagaić rozmowę:
- Mam nadzieję, że już się nie gniewasz za tamto, co? Miałem przez tą akcję trochę nieprzyjemności, ale koniec końców mi się to opłaciło. Więc powinienem podziękować. To jak? Sztama? - zapytał i wyciągnął do Yamchy rękę. Skoro mieli razem działać, to nie mogli się kłócić. Wyciągnął także dwa papierosy i zapalniczkę. Jednego oczywiście dał swojemu kompanowi, a drugiemu - o ile była taka możliwość - odpalił samodzielnie. Później przekazał zapalniczkę Yamchy, by ten mógł zrobić to samo. I na takiej rozmowie i paleniu fajek podróż - mam nadzieję - minęła szczęśliwie.
avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 126

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Czw Paź 05, 2017 8:15 pm

Wylądowali. Haricotto w towarzystwie Aymi i Jirriego czuł się pewnie. Wiedział, że mógł na nich liczyć, gdyby coś poszło nie tak. Oczywiście, Aymi powinna uciekać, ale był pewien, że gdyby nadszedł odpowiedni czas, przyszłaby mu z pomocą.

Po krótkiej akcji z rakietami...

Haricotto nie odezwał się, nie chcąc przerywać Jirriemu. Poczuł zaraz jak jest ciągnięty za ramię. Spojrzał więc na nie, a zaraz na Aymi, która okazała się być tą, która chciała zwrócić jego uwagę. Słysząc o Indianinie i Korinie, Fasolka zerknął kątem oka na chłopca z piórem we włosach. Zaraz jednak wrócił do Aymi, kładąc dłoń na jej ramieniu.
- W takim razie nie musimy się niczym martwić. - i uśmiechnął się delikatnie.

Jego uwaga ponownie została skupiona na przybyszach z kosmosu. Widział dziwnego stwora, który przypominał smoka, widział młodego Indianina, który z tego co mówiła jego córka był dobrym człowiekiem, widział też przywódcę obcych, a także Jirriego, który trzymał dłoń na rękojeści swojego miecza. Podszedł więc do swojego rogatego towarzysza i położył dłoń na jego ramieniu, chcąc go uspokoić.
- Spokojnie, Jirri. Myślę, że nie ma potrzeby. - i rzucił mu spojrzenie, po którym skinął głową porozumiewawczo. Faktem było, że gdyby chcieli coś zrobić, już dawno rozpoczęliby destrukcję.
Zwrócił się do czerwonego stwora, podchodząc nieco bliżej. Był gotowy na każdą ewentualność, ale nie chciał wyjść na tego, który ma złe zamiary. Kątem oka zerknął także na Sharka, uśmiechając się do niego tajemniczo.
- No więc... o co tutaj chodzi?

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1047

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Fabu on Czw Paź 05, 2017 8:40 pm

Na horyzoncie pojawiło się zagrożenie. Jedna z maszyn Czerwonej armii tutaj przyleciała. Nie minęło długo aż wypuściła cztery rakiety w ich stronę, niby nic wielkiego, ale po chwili rozmnożyły się na mniejsza rakiety, które przerosły ich wszystkich liczebnością. Na twarzy niedorozwoja pojawił się szok. Nie wiedział co dokładnie zrobić. Uciekac od miejsca w które mają uderzyć te zabaweczki? czy też spróbować je strącić pociskami energii? Nie wiedział, aż wreszcie Sharke postanowił zadziałać. Zniszczył pociski oraz samolot, ale na całe szczęście pilot zachował życie. To zrobiło na nim wielkie wrażenie. Miał do czynienia z silnym oraz doświadczonym wojownikiem.
-Nieźle...- Rzucił do siebie pod nosem pozytywnie zaskoczony.
Ale nasz Bohater nie miał czasu na rozmowę o tym co zrobił jeden z rybo-ludzi, bo pojawiły się na scenie nowe postacie. A dokładnie pojawiła się trójka nowych przybyszów.
Na początku kosmito-jaszczurka? W ubraniu dośc podobnym do wcześniej spotkanego Ryu oraz Kurisu
Następnie dziewczyna o krwistych włosach oraz ogonie.
Oraz pewien mężczyzna w stroju podobnym do kosmicznej jaszczurki? oraz wcześniej spotkanych wojowników pod wieżą.
Wszyscy zaczęli coś gadać, jeden wyciągnął miecz, drugi uspokoił, a jeszcze trzecia osoba zaczęła mówić do Upy.
-Spokojnie, nie wszyscy na raz.- Odezwał się Fabu opuszczając gardę, robiąc krok do przodu, do nowo przybyłych i się ukłonił.
-Nie wyglądacie na wojowników Czerwonej Armii, jak już to byście nas zaatakowali jak tamten samolot. Czyli wojownicy sprawiedliwości wreszcie postanowili się tutaj zebrać.- Widać było po jego pysku, że mu ulżyło z tego faktu który sam przed chwilą powiedział.
-Jako byliśmy tutaj pierwsi i już rozmawialiśmy na ten temat, to szybko to streszczę.- Uśmiechnął sie szeroko.
-Rasa Sakana przybyła na naszą planetę Ziemia szukając pomocy. Ich rasie zagraża przeogromne niebezpieczeństwo, dlatego przybyli tutaj prosić tutejszych wojowników o swoją energię, by mogli jej użyć i uratować swój lud.- Pokazał dłonią na Ryboludzi oraz na płaszczkowy statek.
-Ah, i pewnie Państwa ciekawi czy nie jestem z nimi. Przybyłem tutaj wraz z Panem Upą z wioski Karinga, by sprawdzić co się tutaj wyprawia. Jestem FAAAAAA-BUUUUUU! Miło mi was poznać.- I podszedł do nich chcąc uścisnąć każdego dłoń.
avatar

Fabu

Liczba postów : 69

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Laptor on Pią Paź 06, 2017 7:57 pm

MG - SAGA


Nieciekawa sytuacja, szczególnie dla narratora, bo musi czytać dużą ilość tekstu i na każdą odpowiedzieć i ogarniać kto gdzie jest, ale niestety walić Laptorka, zrzućmy się mu na kupę bo co on ma innego do roboty. Wszyscy widzieli się doskonale, jednakże Iwaru oraz Yamcha pozostali w ukryciu, Iwaru próbował porozmawiać z ziemianinem, ale ten tylko pokręcił głową i obserwował całą sytuację na polanie. Wewnątrz mocno zdenerwował się brakiem profesjonalizmu Iwaru, miał ochotę go jebnąć.

Ryboczłek spojrzał na Jirriego, który jako pierwszy się odezwał, lądując na gruncie.
- Jesteśmy przyjaciółmi każdej żywej istoty, niesiemy pomoc i pokój. I chociaż wyczuwam w tobie duże pokłady nienawiści, co nie jest dziwne w waszej rasie, changelingu, to odpowiem na twą drugą część pytania. - Tu na chwilę przerwał, gdyż bezczelnie Aymi mu przerwała drąc się do indianina, ten jednak pokiwał głową i odwrócił się do rozmówcy. - Tak jak wspomniałem, niesiemy pomoc i dobroć po całych wszechświecie, teraz jednak potrzebujemy waszej pomocy. Przybyliśmy tutaj ratować nasz świat. Gdy skończył mówił, Fabu pośpieszył z szerszą informacją. Kosmita jedynie przytakiwał. Natomiast Upa szturchnął Fabu, gdy ten się przywytiał.
- Wódź kazał ci przestać, wiesz, że to głupie.
- Nie spodziewałem się tak licznego przybycia, ale rozumiem, że jest to spowodowane naszym przybyciem. Rzadko spotyka się planetę, która wysyła tak liczną grupę by sprawdzić kto przyleciał. Obecny tutaj wojownik - W tym momencie wskazał dłonią na Fabu, po czym kontynuował - zgodził się podzielić się z nami swoją energią, aby pomóc ratować nam swoją cywilizację. Czy podzielicie jego los? Proszę, wysłucham każdego.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1184

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Jirri on Pią Paź 06, 2017 8:16 pm

Jirri gotów już był do bójki. Widać było, że przeciwnicy mieli przewagę liczebną, ale specjalnie go to nie zrażało. Co prawda nie wiedział, czego powinien się po nich spodziewać, w końcu po raz pierwszy miał z nimi do czynienia, ale jego podboje nieco podbudowały jego pewność siebie. Ci tutaj nie wyglądali na większe zagrożenie. Niemniej jednak trzeba mieć się na baczności. Jirri w Pierwszej Formie również nie wygląda zbyt groźnie, a jednak w obecnej chwili nie tylko jest niezwykle silny, ale wręcz przewyższył mocą wszystkich innych przedstawicieli swojej rasy, nie licząc oczywiście czcigodnej rodziny królewskiej. No i Honoberuto mógł być na podobnym poziomie. Mało tego, nie tylko prześcignął ich w mocy, ale również w ewolucji! Osiągnął Trzecią Formę, podczas gdy innym nie dane było nawet aktywować Drugiej. Co dla niego jakieś ryboludy? Poczuł czyjąś rękę na ramieniu. Odruchowo wysunął nieco ostrze, które rozbłysło w słońcu. Piękny blask, godny pięknej broni. Odwrócił głowę i spojrzał na przyjaciela. Haricotto-san przesłał mu uspokajające spojrzenie. Jaszczur nadal jednak nie był przekonany. Wcześniej był łatwowierny. Skończył wtedy pod kopułą z przebitymi barkami, podczas gdy Honoberuto nucił mu kołysankę. Po raz kolejny krew go zalała na myśl o tym cholernym gnoju. Mimo emocji, nie pokazał niczego. Zwyczajnie odetchnął i puścił miecz, który wsunął się na powrót do pochwy. Spojrzał na niebieskiego ryboluda, który zaczął do niego mówić. Wyczuwa duże pokłady nienawiści? Cóż, jeśli to dla niego taki problem, to może nie powinien się tu pokazywać? Oczywiście myśl ta była dość niesprawiedliwa, faktem bowiem było, że Jirri dał się przed chwilą nieco ponieść emocjom. Chociaż tą wstawkę o nienawistnych changelingach mógł już sobie odpuścić.
- O! Patrzcie go! Niby przyjaciel wszystkich żywych istot, a jednak rasista!
Prychnął. Słuchał dalej wypowiedzi ryboluda. To, o co prosił, było niespodziewane. Trochę podejrzane. Jirri raz już się sparzył na zbytnim zaufaniu, wolał być w miarę ostrożny wobec osób, których nie znał. Lub takich, których nie znał Haricotto-san.
- Podzielić się energią? Że co, czarujecie coś i zabieracie nam moc? Dzięki bardzo, ale to mi się niespecjalnie podoba. Cholera wie, jakie są skutki uboczne. Jeszcze stracę energię na zawsze. W ten sposób to ja się bawić nie będę. Walczyć, jak najbardziej, jeśli Haricotto-san uzna, że można wam ufać, to mogę wam pomóc, ale nie spodziewajcie się, że oddam wam choćby gram energii!
Niby nie trzymał już miecza, ale nadal był gotów na wszystko.
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 352

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Ryu on Pią Paź 06, 2017 11:45 pm

Ryu nie leciał ze swoją pełną prędkością z dwóch powodów. Po pierwsze, był nieco wyczerpany po treningu z Kurisu i chciał odzyskać troszkę sił. Drugim powodem był fakt, iż chciał nieco poczekać na saiyanina, oczywiście ktoś powie, że przecież mógł poczekać na niego do czasu, aż ten skończy trenować, jednakże nie mogli przecież marnować już tyle czasu. Zresztą, Kurisu powinien być w stanie go dogonić jeżeli się pospieszy. Nie powinno być to dość trudne, ponieważ tak jak już wspomniałem Ziemianin nie leciał ze swą pełną prędkością, a znacznie wolniej. Podczas swej podróży odwracał co jakiś czas głowę w celu sprawdzenia czy uczeń staruszka Kame się nie zbliża do niego. No i sobie tak leciał, leciał i leciał nad oceanem, aż tu nagle jego oczom zaczął się powoli ukazywać jakiś ląd. Okazał się on jakąś wyspą. Wyspą dość pokaźnych rozmiarów.
- Czyżby to tutaj?
Zapytał sam siebie nie będąc zbyt pewnym tego czy rzeczywiście trafił we właściwie miejsce, jednakże im dłużej leciał i przyglądał się wyspie, nad którą przelatywał dostrzegł coś na ziemi. Zatrzymał się i stwierdził, iż był to wielki, gigantyczny obiekt, który z wyglądu przypominał płaszczkę. Być może był to jakiś statek? Było to wielce prawdopodobne. Więc chyba trafił we właściwe miejsce. Zaczął powoli opadać ku podłożu i dopiero po chwili ujrzał kilka mniejszych punktów znajdujących się tutaj. Były to jakieś osoby, a niektóre z nich Ryu już znał, jednakże większość osób znajdujących się na wyspie widział pierwszy raz na oczy. Byli to jacyś dziwni, niebieskoskórzy osobnicy oraz jakiś czarny kosmita z dziwnie wydłużoną głową oraz z mieczem na plecach, lecz jego pomarańczowe gi dawało mu jakieś dziwne odczucie, że już go spotkał.
-  To pewnie o tych niebieskich mówił Korin.
Nagle uśmiechnął się, ponieważ zdał sobie sprawę z tego, kogo zobaczył. Był to oczywiście jego mistrz Haricotto.
- Sensei!
Wykrzyczał i zaczął machać w jego stronę. Po chwili w końcu mógł postawić swe obydwie nogi na ziemi. Podszedł bliżej, wykonał w jego kierunku ukłon około czterdziestu pięciu stopni, a ręce trzymając blisko tułowia.
- Witaj mistrzu, miło Cię widzieć!
Po chwili powrócił do swej poprzedniej pozycji, by przywitać się z resztą towarzystwa.
- Witaj, Aymi.
I także wykonał ukłon w taki sam sposób jak poprzednio, lecz tym razem w jej kierunku. Pewnie jesteście zaciekawieni dlaczego. Było to spowodowane faktem, iż już jakiś czas temu doszedł do pewnego wniosku. Otóż, skoro Haricotto był jego mistrzem, a córką jego była Aymi to należała ona do jego rodziny, a więc członkom jego rodziny powinien być oddawany należyty szacunek, dlatego postąpił tak, a nie inaczej. Jego wzrok został skierowany na pomarańczowego jaszczura, którego miał okazję niedawno spotkać. Towarzyszył mu także jakiś Indianin, który z pewnością pochodził z tej samej wioski, którą Ziemianin ostatnio odwiedził.
- Cześć, Fabu.
Podszedł bliżej i wyciągnął swą rękę ku niemu mając nadzieję, że ten zrobi to samo w celu uciśnięcia dłoni na znak powitania. W momencie, w którym to nastąpiło zwrócił się do tego młodego Indianina witając się z nim.
- Witaj, jestem Ryu.
Parę sekund później zwrócił się do dziwnie znajomego mu kosmity.
- Wybacz, czy my się już gdzieś nie spotkaliśmy?
Po wysłuchaniu jego wyjaśnień mógł przejść do głównego wątku, dla którego się tu tak właściwie pojawił.
- Zostałem poinformowany, że jacyś obcy pojawili się na Ziemi, więc przybyłem.
Przekręcił głowę w kierunku niebieskoskórego jegomościa.
- Kim jesteście? Co was sprowadza?
Aktualnie nie pozostało mu już nic innego jak oczekiwać jego odpowiedzi, więc siedział cicho oczekując, aż ten mu jej udzieli.
avatar

Ryu

Liczba postów : 194

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Aymi on Pon Paź 09, 2017 4:23 pm

Po ich przybyciu na polanę wszystko zaczęło się komplikować. Wszędzie byli obcy, a dziewczyna mimo roku spędzonego w czyimś towarzystwie cały czas była zdystansowana względem nowych znajomości. Swoje zaufanie dozowała z wielką ostrożnością, bardziej skłaniając się ku znajomym ojca, niż ludziom... i stworzeniom... których ten nie znał. Z obecnego towarzystwa rozpoznała właściwie tylko Indianina, którego kojarzyła z mieszkańcami lasu u podnóża Wieży Korina. Nawet spytała go, czy zna kocurka (normalnie spytała, nie wrzeszczała!), a ten tylko przytaknął.
Słuchała słów niebieskiego ludka i wymiany zdań między tym smokowatym stworzeniem a Indianinem, którego ten nazwał Upa. Z opowieści wynikało, że ci ryboludzie szukają pomocy, by uporać się z problemem ich świata. Co dziwne, już kiedyś słyszała coś podobnego. Nasza planeta jest atakowana przez krwiożerczych Tsufuli, potrzebujemy twojej pomocy! Wtedy się wahała, a później okazało się, że to wszystko wcale nie było tak, jak mówił tamten Saiyanin. Tensa tłumaczyła jej, że to Saiyanie napadają na Tsufuli i chcieli ją wykorzystać w tym celu.
Miała wątpliwości, jednak nie chciała odzywać się pierwsza. To Jirri zabrał głos, dosadnie wykładając przybyszom, co o tej całej sprawie sądzi. Ona też nie była skora ot tak im zaufać i oddać własną energię. Nie po tamtej akcji z Kosmicznym Wojownikiem.
- Jaką mamy pewność, że to wy nie jesteście tymi złymi? - spytała cicho, dalej trzymając się za ramieniem ojca. - Już kiedyś ktoś próbował przekonać mnie, że jego rasa potrzebuje pomocy w walce z inną rasą, a prawda okazała się inna. To oni byli najeźdźcami. Tamten też był miły i uprzejmy, zupełnie jak wy. Nie ufam wam.
Wtedy też do jej uszu dobiegł znajomy głos. Właśnie pojawił się Ryu, który najpierw skłonił się jej ojcu, a później jej samej. Odpowiedziała mu krótkim skinieniem głowy, wracając spojrzeniem do rybich istot. Nieco zdziwiło ją, że Smok zna tego całego Fabu, nie komentowała tego jednak. Najzwyczajniej w świecie czekała na rozwój wypadków. A także na zdanie Haricotto, gdyż jemu z tej całej gromady ufała najbardziej.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 238

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Laptor on Wto Paź 10, 2017 5:00 pm

Przypomnę tylko o kolejności odpisów, uwzględniając nowo przybyłe osoby:
- MG
- Jirri
- Ryu
- Aymi
- Iwaru (Teraz on)
- Haricotto
- Fabu

Dodaję również zasadę, że jak ktoś będzie opóźniał i nie da za dnia tego odpisu, czy nawet dwóch (chociaż przy ilości osób to raczej się nie stanie), bo to jest jednak saga, więc albo jesteś zainteresowany, albo nie bierz udziału i nie blokuj, to wtedy nie tylko będzie mniej punktów za sagę, ale również pojawią się punkty karne Smile

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1184

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Iwaru on Wto Paź 10, 2017 10:01 pm

oezu ;.; nie kce mi się tego pisać teraz, ale jak Mus to Mus (kumaci ogarno) ;.;
---

Iwaru doleciał do polany wraz z Yamchą, z którym od jakiegoś czasu próbował nawiązać jakiś kontakt, ale widocznie mężczyzna nie był skory do rozmów. Iwaru zaczął więc traktować go jak powietrze. No i nagle ... zobaczył strasznie dużo znajomych twarzy. No może nie były to znajome twarze, ale to przecież jego znajomi z Patrolu Czasu. To oni byli w Świecie Bogów - o ile można tak to nazwać - wraz z Iwaru. Chłopak poczuł się trochę pewniej, nawet pomimo tego, że stał tam wraz z Yamchą. Zbliżył się do wszystkich zebranych, paląc papierosa. No i oczywiście przywitał się, rzucając tylko:
- Witajcie. Pamiętacie mnie?
No i w sumie to tyle. Później przyszło mu wysłuchać całej tej sprawy. Ci kosmici, których wziął początkowo za najeźdźców nie byli nimi. To byli ludzie, którzy mieli problem. Iwaru ich rozumiał. Ziemię bowiem też toczyła zaraza zwana Armią Czerwonej Wstęgi. Jednak działanie wymagało najpierw uzgodnienia z dowództwem. Chłopak wystąpił z szeregu i powiedział:
- Rozumiem Pańską sytuację i bardzo chętnie bym pomógł, ale muszę się trzymać rozkazów i skonsultować całą sprawę z przełożonymi.
Po tych słowach wrócił na swoje miejsce i dopalając papierosa spróbował włączyć swojego przenośnego Skype'a i skontaktować się z Panią Bulmą:
- Halo, Halo. Słychać mnie? - Jeśli kobieta się odezwała, to Iwaru kontynuował. - Słyszała to Pani? Jakie rozkazy?
Zdaniem Yamchy się nie przejmował. Mężczyzna nie był jego przełożonym i jednocześnie Iwaru szczerze wątpił, że ten pazerny facet - na cholerę mu złoto, skoro większość sklepów została zniszczona i splądrowana - będzie myślał o innych i narażał własną dupę. Jednak Pani Bulma - jego prawdopodobnie bezpośrednia przełożona lub jakiś koordynator (jak zwał tak zwał) - mogła widzieć w całej tej sprawie jakiś interes dla Ruchu Oporu. Być może można by udzielić pomocy i później samemu jej zażądać. Taka armia kosmitów z pewnością by wygrała wojnę z Armią Czerwonej Wstęgi. Ich technologia z pewnością stała wyżej niż ludzka. Chociaż kto wie? Iwaru tak sądził, patrząc na ich statek.
avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 126

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Sro Paź 11, 2017 11:22 am

Jirri troszkę ochłonął, a jego dłoń nie znajdowała się już na rękojeści miecza. Fasolka skinął do niego głową porozumiewawczo. Miał wrażenie, że razem z Changelingiem potrafią się dogadać bez słów. 
Haricotto przywitał się z Ryu, a kiedy ten ukłonił się do niego, natychmiastowo klepnął go w ramię, żeby przestał się wygłupiać i wstawał. Saiyanin uśmiechnął się do niego i położył dłoń na jego ramieniu. Też się cieszył, że Ryu był cały i zdrowy. Rozstali się dosyć dawno, nie wiedział co się z nim działo, więc był rad, że jego obawy zostały rozwiane.
Na przybycie Iwaru zareagował tylko podniesieniem ręki, delikatnym uśmiechem i zwyczajnym "Yo!", powiedzianym nie za głośno.

Trzymał rękę blisko Aymi, która wyraźnie wolała być blisko niego. Trochę ją zasłaniał, dla jej własnego dobra, ponieważ nie chciał, by cokolwiek się jej przytrafiło.
Nie odzywał się przez chwilę, wysłuchując ludzi, którzy odzywali się po kolei, zupełnie tak, jakby jakaś siła wyższa nałożyła na nich obowiązek utrzymania kolejki. Uśmiechnął się. Podszedł do przybysza z kosmosu, ryboczłowieka i zatrzymał się tuż przed nim. Rzucił mu spojrzenie prosto w oczy. Przez chwilę patrzył na niego i nie odzywał się, a w tle słychać było tylko dźwięk wiatru, który świszczał i przemieszczał się po opustoszałej polanie.
- Ja oddam energię, ale najpierw chcę sprawdzić Twoją moc. - jego delikatny uśmiech przerodził się w zaczepny grymas. Nie ukrywał, że był naprawdę podjarany faktem, że ktoś odwiedził ich planetę. To nie mógł być byle kto.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1047

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Fabu on Sro Paź 11, 2017 7:59 pm

-Moje imię nie jest głupie. Nie potrafię inaczej...- Powiedział przez chwilę smutny do Upy, który stał na straży nakazu wodza plemienia, który nie pozwalał sie tak Bio-Androidowi przywitać.
Wielu przybyło, wielu zajmowało się sobą i wielu rozmawiało z Sharke, który najwyraźniej był dla wszystkich największą atrakcją tutaj. Zignorowali gest powitalny Jaszczura, który chciał wszystkim uściskać dłoń, no poza jedną osobą. Ale tak generalnie nie było mu smutno z tego powodu. Uznał, że chyba wyszedł z tym wszystkim w niestosownym momencie.
Wracając do jedynej osoby która postanowiła się poprawnie przywitać z "niedorozwojem", był Ryu! Człowiek którego niedawno poznał w wiosce.
Wyciągnął do niego rękę, Smok na początku tez chcał ją uścisnąć, lecz emocje wzięły górą. Przytulił go po przyjacielski z zaskoczenia, ale na chwilę.
-Witaj Panie Ryu! Dużo nie minęło od naszego spotkania! Bardzo się ciesze, że Pan przybył! Jest Pan bardzo silny, wiec się Pan przyda!- Uśmiechnął się.
I teraz nachodzi nas pewnie pytanie. Jakie emocje zagrały naszym stworzeniem? No oczywiście szczęście. Był szczęśliwy, że jedyna osoba się z nim przywitała. Niby mały gest, a jak uszczęśliwia.
Następnie chwila rozmowy i Mistrz Ryu postanowił przetestować ryboludzia. Nikt raczej tutaj nie powinien protestować, w tym najbardziej Fabu, ponieważ chętnie by zobaczyć walkę MISTRZA! Człowieka który pokonał go w chyba jedną sekundę! To dla Stwora powinna być przewspaniały spektakl z którego może się wiele nauczyć.
-Ah, Panie Ryu. Ja szybko Panu wyjaśnię. Pan Sharke pewnie jest zmęczony ciągłym opowiadaniem o tej sytuacji przez tych parę chwil. Niech zmierzy się z Pana Mistrzem, to będzie pewnie pasjonująca walka.- Ukłonił się w stronę Haricotto zaintrygowany tym człowiekiem.
-Rasa Sakana przybyła na naszą planęte prosić o energie, nie pomoc w walce, a energię, bo tylko dzięki niej mogą odeprzeć zło które wisi nad ich całą cywilizacją. Ja ją chętnie oddam, ale po tej walce z Pańskim Mistrzem.- Poklepał podekscytowany Człowieka z białym Gi po ramieniu.
-Jak było na wieży? Panie Ryu? I gdzie Pan Kurisu?-
Po dostaniu dobrego "wpierdolu" od tego człowieka. Fabu go bardzo polubił i może zbyt przyjacielsko postanowił się do niego zachowywać. Ale co zrobić! Nigdy nie miał zbyt wielu przyjaciół  poza indianinami oraz Rock, wiec po tej walce jakoś poczuł, że ma bratnie dusze na tej planecie, które chcą ją ochraniać i stawać się coraz to silniejsze.
avatar

Fabu

Liczba postów : 69

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach